2012-04-30 23:34:45 >> ognisko partyzanckie Jak ćma. Jak ćma wabiona ogniem partyzanckiego ogniska. Szedł powoli, wbrew sobie. Czuł osłony, czyu obecność wielu osób, mimo osłon. Ostre "stój" - nastoletnia dziewczyna z karabinem w dłoni. Na pewno prócz jawnych wart są ukryte, za duże obozowisko, Issa, by nie ryzykowała. Podał kody. Wymiana haseł, dziewczyna pozwoliła mu wejść. Gdzieś ukryte cienie opuściły wycelowaną w niego broń. Krąg ognisk, świateł. Pomarańczowozłota poświata. I partyzanci. Jej partyzanci. Rycerze Anioła Wolności. Stał niezdecydowany, wiedział, że zarejestrowana została jego obecność, ale też wiedział, że poziom haseł, które podała mu Iss, dawał mu nie tylko wejście tutaj, ale i swobode działania, więc nikt do niego nie podchodził. "Issy nie ma?"- spytał jakiegoś żywiołaka powietrza, czyszczącego broń. "nie ma. Potrzebujesz czegoś?" Chłopak nie wiedział z kim rozmawia, inaczej pewnie, by wstał, z szacunkiem skłonił się, albo padł na twarz. Albo nie... tylko niedbale zasalutował. Wilk przysypiający z głowa opartą na kolanach zielonowlosej dziewczyny podniósł lekko uszy. Potem powoli niechętnie wstał, przeszedł w ludzką. Ashatariyen skinął mu lekko głową, Tańczący na Skrzydłach Wolności był jednym z najważniejszych dowódców Iss. "Coś ważnego masz do Wilczej?" - spytał Tańczący "Nie... Chciałem... porozmawiać. Byłem można rzec w okolicy... Pójdę już" "Zostań, za kilka dni wróci." "Nie... Nie powinienem..." "Czemu?" - Tańczący podszedł do niego. Miękki wilczy krok, niewymuszona czujność w każdym ruchu. Podniósł wzrok na wilkołaka i zdał sobie sprawę, że nie umie znaleźć slów. Obce emocje, uczucia obudzone w nim nie dawały mu spokoju, nie dawały się niczym zagłuszyć. "Chodź do ognia, zjesz coś" - odezwała się zielonowłosa dziewczyna, która podeszła do nich. "chętnie"- odpowiedział wbrew sobie Dał im się poprowadzić do ognia. "Nie powinienem tu być" - odezwał się wpatrzony w płomienie. Nija podała mu miskę strawy. "Czemu?" - zaniepokoił się Tańczący "Mam na głowie wojnę...." "A my niby nie? - roześmiał się niewesoło wilkołak - i zdradzę ci, że nawet tę samą co ty." "Ross tu jest?" "Nie, jest spory kawałek stąd. Trochę nas dużo, byśmy jedną bazę mieli." Ashatariyen skinął głową, zamyślony. "Ona wierzy, ze wygra te wojnę" "Pamiętaj kim ona jest, nie może nie wierzyć. Nie może mieć wątpliwości..." "Tak..." Ona zniszczy ten świat, by móc go ocalić, poprzez smierć i oczyszczenie da nowy początek... Tylko, że tego nie wie... A on nie ma odwagi jej tego powiedzieć, więc będzie zasłaniać sie tym, że nie ma prawa jej o tym powiedzieć.... "Ash? Wszystko w porządku? jesteś cały?" "Tak... Jestem" - i nigdy nie był bardziej w kawałkach psychicznie Bystre spojrzenie Tańczącego. Dziewczyna chciała się wycofać, ale wilkołak ja zatrzymał. "Tańczący... ty... jesteś szczęśliwy?" "Tak" "Ale... jak...?" "jutro mogę być martwy, potem czeka mnie powrót przez piekło... Tyle mojego ile będę szczęśliwy nim stanie się coś złego. To chyba proste?" "chyba, wilkołaku..." "Ja jestem prosty ahroun, prosty partyzant. Walczę, to umiem. Cała reszta, którą niegdyś umiałem, znałem... Nieprzydatna, zapomniałem. Mam bron, amunicję, jestem wolny. Jestem ze swoimi i moją Ukochaną. Czegóż mam chcieć więcej? Martwić się jutrem, którego mogę nie dożyc?" "Oni... Jej rycerze... wasi ludzie... myślą podobnie?" "Popytaj ich. Nie bój się ich. Jesteś dla nich jeszcze jednym straceńcem. Nie wiedzą kim jesteś,a nawet jakby wiedzieli, to wielu by to nie obeszło." "Tańczący... - urwał, nie umiał, nie chciał kontynuować - czas na mnie." "Nie... uwierz mi, że twój czas jeszcze nie nadszedł" -wtrąciła się do rozmowy Tums zza zasłony białych włosów Morta. "Widziałabys moją śmierć?" "Odczyt to odczyt." - odpowiedziała dziewczyna Ahatariyen drgnął patrząc na nią. Na szczęście w tych zwykle udręczonych srebrnych oczach. Na czułość w dotyku jej palców na dłoni swego męża, na miłośc do niego, którą zdawała sie promieniować, jaśnieć. "To nie mój świat" - szepnął sam do siebie Ale nie zrobił gestu, buy wstać i odejść. Głodny. Spragniony ciepła. Ciepła tych ludzi. Istot, których zwykle nie dostrzegał... Czy jego życie warte było takiej ceny? skomentuj (0) |