2012-01-07 20:42:22 >> Ashatariyen Obserwował ją jak weszła do komnaty. Nie był zdziwiony, że odpowiedziała na jego wezwanie. Nie pasowała do pałacowych pokoi, ubrana w za dużą skórzaną kurtkę, z karabinem niedbale przewieszonym przez ramię. Ciekawe ile ma ukrytej broni… Nie rozejrzała się, od razu podeszła do niego. Nie musiała się rozglądać, na pewno i tak oceniła już całe pomieszczenie, nawykła do nieużywania wzroku… Przez ile lat walczyła oślepiona…? Nie pamiętał… „Witaj” – przyklękła przy jego łóżku. Poczuł dotyk jej ciepłych palców na swojej lodowatej dłoni. „Trucizna… Specjalna na nas...” – wyjaśnił cicho. Skinęła tylko głową. Nie cofnęła dłoni. „Moja magia jest bezsilna. Cała moja wiedza mówi tylko tyle, że już po mnie…” Milczała długo, chyba ciągle wyczuwając. Mógł z bliska patrzeć w jej bladą twarz, ciemne cienie pod oczyma. Ostatni czas musiał nie być dla niej łatwy. Czy jakikolwiek czas dla niej mógł być łatwy? Od ilu lat była uwikłana w tą wojnę, wojnę, którą chyba w końcu przegrają. Gdzie popełnili błąd, że zatracą to, czego mieli strzec? Kiedy przypieczętowali własną klęskę? A może wbrew wszystkiemu jest jeszcze jakaś nadzieja. Skoro i tak umierał, może byłby w stanie, poprzez rytualną śmierć im pomóc? Choćby kupić trochę czasu? „Jestem w stanie cię uratować.” – jej słowa wyrwały go z myśli. Chwilę patrzył w jej płonące czernią oczy, zaskoczony, niedowierzający. „Jaka jest cena?” „Nie magia cen.” – odpowiedziała potrząsając głową, jej włosy pachniały dymem. Zawahała się, jakby szukając słów. „Muszę przeprowadzić cię swoją drogą. Jeśli… jesteś na to gotów?” „Nie rozumiem…” „Trucizna… bazuje na tym co zna, co rozpoznaje… Jest dobrana do ciebie, do twego sposobu myślenia. Jestem w stanie z niej oczyścić, ale muszę przefiltrować twoją energetykę przez swoją.” „Szaleństwo albo śmierć?” – spytał cicho „Obawiam się, że tak.” Milczał długo, patrząc w jej oczy. „Chyba wolę być żywym szaleńcem… Może łatwiej pogodzę się z klęską.” „Nie pogodzisz się z nią.” – odpowiedziała cicho. Oparła dłoń na jego czole i…. Stanęli na skale. Wściekły wicher szarpał ich włosami. Drobinki piasku, czy może lodu kaleczyły jej twarz, domyślał się, że na jego skórze też znaczą cieniutkie krwawe linie. „Chodź” - wyciągnęła ku niemu dłoń Poprowadziła go. Skalną krawędzią, nad morzem spienionego ognia, nad rozszalałym oceanem wody na którym niczym szczątki okrętów unosiły się myśli i uczucia, losy… Jeszcze przez moment, te ułamki sekund nim ulegały kipieli i ginęły roztrzaskane o skały, pogrzebane w głodnej toni wodnej. Krzyk dusz błagających o zmiłowanie, dłonie próbujące ich schwytać, w niemej prośbie, w niemej nienawiści, w pragnieniu zbawienia i zemsty… Masowe groby poplątanych przeznaczeń na polach bitew, przykrywane pośpiesznie strzępami sztandarów… Gniazda bólu w oblężonych miastach zmienionych w cmentarze. Nieopisywalny koszmar obozów, wymykający się szczęści śliwie jego percepcji… I nadzieja… Ta szalona, całkiem straceńcza nadzieja, która każe z nożem rzucić się na czołg, która zmusza by podpalić rozbitą w dłoni butelkę z benzyną, która nakazuje wpisać kody autodestrukcji i skierować się w śmierć w roli sterowanego pocisku… Szaleństwo, które każe walczyć, wbrew rozsądkowi, wbrew… wszystkiemu… I ona Anioł Wolności Tańcząca na krawędzi Tańcząca między życiem a śmiercią, z równą łatwością odbierająca życie jak i je ratująca Splot przeciwieństw Jedność stworzona z zaprzeczeń w ciągłej walce W ciągłym tańcu… Oznaczenia na jej mundurze zapłonęły srebrnymi ognikami i nagle zrozumiał Zrozumiał kim ona jest I jej rycerze Zrozumiał sens srebrnych znaków Rozpoznał je Po tylu wiekach Wiedział… I był pewien, że ona nie wie Czytał to w jej oczach, gdy zwróciła wzrok na niego, czytał to w jej twarzy, w jej gestach… „Issa…: - wyszeptał wstrząśnięty, próbując za wszelką cenę odepchnąć od siebie świadomość. „Ashatariyen” – jego pseudonim Coś więcej Imię jakie mu nadała Imię pod którym się odrodził Poprzez śmierć Poprzez szaleństwo Gdy jego uporządkowany świat runął, gdy pozwolił porwać się jej intencjonalnej magii, magii emocji, magii szaleństwa Gdy uczynił krok w jej świat bez definicji, bez ograniczeń W świat, którym władają krew i miłość I ich córka – nadzieja.
skomentuj (0) |